Ksiega Gosci
Zobacz + Wpisz się



>>>STRONA GŁÓWNA<<<




GALERIA POSTACI EPIZOD.

PANTEON BOGÓW

ROZSZERZONE OPISY POSTACI

MAPY ŚWIATA / NAZWY WŁASNE

ARTEFAKTY











Królestwo: Konan
Rasa: człowiek
Zdolności: czytanie w myślach,
jednakże jedynie przy
dotknięciu danej postaci
Cechy szczególne:
wielki podrywacz i bawidamek,
homofob




Królestwo: Avatar
Rasa: człowiek
Zdolności: brak
Cechy szczególne: brak







Rasa: wampir
Funkcja: generał Arena
Zdolności: Szermierka.
Gdy wyssie krew z ofiary, ta
staje się jego sługą lub
sługą Arena. Nieśmiertelny
o ile ktoś nie utnie mu głowy.
Cechy szczególne:
Brutal z chorym poczuciem
humoru i sadystycznymi
zapędami, niepoczytalny
i nieprzewidywalny.




Rasa: człowiek
Funkcja: generał Arena
Zdolności: Szermierka
Cechy szczególne:
nie lubi wampirów,
pod wpływem ataku wściekłości
jego włosy przybierają barwę
karmazynową




Rasa: srebrnousta
Zdolności: Potrafi sprowadzić
martwą duszę do świata
żywych za pomocą pocałunku,
a na żywą duszę sprowadzić
cierpienie lub śmierć.
W szale i nieopanowaniu jej
dotyk może mieć podobne
skutki.
Dobrze walczy za pomocą
sztyletów.
Cechy szczególne:
Dumna ignorantka, która
udaje, że nie ma poczucia
humoru.






Rasa: człowiek
Funkcja: kapłanka
Zdolności: przemiana w inną
postać (kobietę-kota) w nocy
w wyniku czego zyskuje
niezwykłą gibkość i zwinność
Odczytuje przepowiednie.







Rasa: człowiek
Funkcja: opiekun Luny
Zdolności: Szermierka.
Poruszanie małymi,
lekkimi przedmiotami
oraz tworzenie iluzji
Cechy szczególne:
Homoseksualista. Nie całkiem
panuje nad swoimi mocami,
gdy nie używa fletu.




Rasa: człowiek
Funkcja: brak
Zdolności: Spirytystyka.
Jest zdolnym egzorcystą,
w walce posługuje się
tessenem oraz kosą.
Arcybiskup kościoła
boga Mortimera.
Cechy szczególne:
Bardzo utalentowany muzyk
i wokalista, chociaż
nie zawsze się do tego
przyznaje. Żonaty.
Palacz i narkoman.




Rasa: duch
Funkcja: podopieczny Fausta
Zdolności: Walka,
Przenikanie przez ściany





Linki

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (1)
wszystkie (1)




Archiwum

2010
październik (1)




Layout by Dark Kikyo





001. Wyznaczenie misji

niedziela, 10.października.2010, 17:45
Przez gęsty las, z drzewami czarnymi jak smoła, biegła młoda kobieta. Jej niegdyś mlecznobiała, długa suknia pokryta była błotem i krwią.
Oczy w kolorze słońca roniły bordowe łzy. Kasztanowe włosy rozwiewał dziki wiatr, uderzający o twarz niewiasty.
Uciekała w nieznaną stronę przed głosem, rozbrzmiewającym tuż za nią, jakby ktoś niewidzialny prowadził pościg. Czuła urywane oddechy prześladowcy na swojej skórze.
- Zabiorę cię do jądra ciemności! - krzyknął znowu.
Panienka zmieniła kierunek w chwili, kiedy kątem oka dojrzała cienką stróżkę światła, przedzierającą się przez gnijące gałęzie pozbawione liści.
W jednej chwili... skończył się las.
Z niewiadomej przyczyny znalazła się na środku ogrodu, w którym rosły niezwykłe, szkarłatne konwalie. Rozkładały płatki, mimo że dookoła panowała noc.
Złowróżbny głos stał się coraz mocniejszy. Dziewczyna bez szans na ratunek rozglądała się. Niestety, nigdzie nie było wyjścia...
- Chcę żyć, chcę żyć, bardzo chcę... - dźwięki wydobywały się spomiędzy jej drżących warg.
- Nie bój się - kojące, kobiece słowa przedarły się przez nieprzyjazną okolicę. W tej samej chwili czyjeś dłonie chwyciły nadgarstek kobiety w białym odzieniu.
Złote i błękitne oczy spotkały się.
- Znam cię... - stwierdziła - ...ale...
Wszystko znikło. Nie było lasu, czerwonych konwalii, tajemniczej kobiety.
– Panienko? – sen na jawie skróciły słowa jednego z kapłanów świątyni. – Coś się stało? Jesteś bardzo blada.
– Nie... nic mi nie jest. Gdzie jest król? Muszę do niego iść.
– Ma konferencję w sali tronowej.

* * *

– Ja, król Avataru, Macherot... władca potężnej krainy, największy wróg tego plugawego Konan, mam lękać się tej szumowiny, króla Arena?! – chrząknął w złości.
– Ależ Panie! Twoi uniżeni doradcy stwierdzili, że owe zaproszenie na bal z wrogiego królestwa jest podejrzane. Śmiemy twierdzić, że to pułapka. Wasza Wysokość, zapewniam, że władca Aren nie z czystej dobroci chce zwabić cię do swojej pieczary. Niewątpliwie pragnie zdobyć przewagę i pozbawić życia, by przejąć nasze państwo! – jeden z uniżonych sług wygłosił mowę.
– Rozwiązanie? – król Macherot zmarszczył brwi.
Drugi doradca wystąpił.
– Jako, że nie możemy zlekceważyć zaproszenia, ponieważ świadczyłoby to o naszym tchórzostwie proponujemy, aby zastąpił cię któryś z twoich doradców – skłonił się delikatnie.
– Kogo macie na myśli?
– Naszą jedyną, godną uwagi kartą jest księżycowa kapłanka - zarzekł kolejny - To o niej mówi przepowiednia. Klęska nie dotknie jej, tylko twojego wroga, Panie...
– Nie poślę tej dziewczyny – przerwał król.
– Wasza Miłość, taki jej los. Musi poznać wroga, jego słabe punkty... na balu nic jej nie zrobi z racji tego, że Aren nie wie, kim ona jest. W dodatku kapłanka jest bardzo urodziwa a Noktrie uwielbia piękne kobiety. Wśród tak wielu będzie bezpieczna. To szansa, aby go omotać i wypełnić przepowiednię – skończył monolog.
– Wyślij Lunę – odrzekli jednocześnie.
W tym momencie wrota do sali tronowej otworzyły się.
– Przepraszam, że przeszkadzam w spotkaniu, Wasza Wysokość.
– Moja droga Luna, ależ skąd... – głos monarchy wypełniał niepokój.
– Co cię martwi, Panie? – młódka ośmieliła się ruszyć w stronę tronu.
Będąc już w stosownej odległości ukłoniła się lekko, aczkolwiek z szacunkiem.
– Dostaliśmy zaproszenie na bal wystawiany przez króla Konanu. Ta sytuacja jest nam zupełnie nie na rękę. Obrazą byłoby odmówić. Nie jestem tchórzem i pojechałbym sam, ale wszyscy mi to odradzają... Ktoś jednak będzie musiał się tam pojawić. Może twoje przepowiednie wskażą nam właściwą drogę – westchnął starzec.
– Co do przepowiedni, chyba właśnie jedną miałam... – odpowiedziała.

Zebrani w pomieszczeniu z uwagą słuchali słów dziewczyny. Poznając kolejne fakty kiwali jedynie głowami, czasem szeptali między sobą, lecz nikt nie przerywał.
– Ferion to księstwo w Konan. Odbyła się tam kiedyś bardzo krwawa bitwa. Legenda mówi, że ziemia tak nasiąkła krwią, że kwiaty, porastające tamtejsze doliny, zaczęły kwitnąć na bordowo, nawet konwalie. Myślę, że tam mogłabyś znaleźć odpowiedź... jednak jest to niedaleko zamku Arena. Nie wypuszczę cię samej w tą otchłań zniszczenia – zatroskał się władca.
– Może tam odnajdę kobietę z przepowiedni. Pamiętam jej wygląd.
- Jesteś pewna tego, że chcesz jechać?
- Nie jestem szczęśliwa, gdy myślę o konieczności opuszczenia dworu Waszej Wspaniałości, jednakże służenie tobie jest moim priorytetem.
– Jeśli spotkasz króla Arena, nie wdawaj się z nim w żadną dyskusję. Oto zaproszenie na bal, traktuj to jako przepustkę do zamku w Priusie, ich stolicy. Jeśli dotrzesz do księstwa bordowych konwalii, pytaj o księcia Guridona, to mój sprzymierzeniec – podstarzały władca uśmiechnął się szczerze, podając kopertę.
– To jakiś twój przyjaciel, Wasza Wysokość? – zainteresowała się.
– Tak w sensie... szpieg – mrugnął jej okiem.
– Ach, rozumiem – skinęła lekko głową.
Jeden z doradców zbliżył się do Luny.
– Będzie nam ciebie brakować. Obyś wróciła, a jeśli nawet nie, to będzie piękne poświęcenie dla naszego królestwa.
Kapłanka zadrżała na samą myśl o śmierci. Nieprzyjemne wyobrażenie potęgowały nieprzyjemne obrazy z przepowiedni.
Wtem do komnaty tronowej wszedł, dziarskim krokiem młodzieniec, w wykwintnym białym odzieniu, o delikatnej twarzy, na którą padały niesforne kosmyki mocno kręconych, złotych włosów.
– A... Ariel... – szepnął któryś z ministrów.
– Doszły mnie wieści, że posyłacie moją Królewnę na pewną śmierć do jakiegoś zboczeńca? Znowu chronicie swoje pomarszczone dupska? Po moim trupie, Staruszku! – wycedził przez zęby kierując ostatnie słowa do króla.
– Luna ma wybór! A jak mi wiadomo, jej przepowiednie są nieomylne, sama niech zadecyduje, czy tego chce – król odpowiedział z powagą.
– Powiem za nią: nie zgadzam się.
– Nikt ciebie nie pyta o zdanie! – wtrącił mężczyzna stojący obok króla.
Nieznajomy widząc niewzruszoną twarz złotowłosego chłopca, donośnym głosem oznajmił:
– Jestem księciem Laufonii..
– Tak, tak, bardzo mnie to interesuje... – chłopak zaczął poruszać ustami, parodiując zachowanie arystokraty.
– Proszę o powagę... wyraziłem już swoje zdanie – król wstał i opuścił salę tronową.
– Uraziłeś Jego Wysokość – odezwał się jeden z doradców, oskarżycielskim wzrokiem mierząc w Ariela.
– Spotka cię za to kara. Możesz zostać nawet ścięty – wtrącił urażony wcześniej książę.
– Wypchaj się swoimi morskimi stworkami, śnięty wielorybie.
– Ty cholerny pedale...
– Ach, masz rację, prawie zapomniałem, że jestem gejem – Ariel uśmiechnął się szeroko i ukłonił nieznacznie w stronę ministra, wypowiadającego te słowa, po czym ponownie zwrócił się do księcia. – Panie Morski Jegomościu z chuj-mnie-obchodzi-skąd, ssij mi druta.
Cała sala zamilkła. Nikt z biorących udział w debacie nie wiedział co odpowiedzieć, by uciszyć agresywnego chłopaka.
Gdy w końcu odezwał się któryś z zebranych, Ariel ponownie odparł z charakterystyczną dla siebie bezczelnością. W komnacie zapanowała wrzawa i trwała do czasu, aż chłopak w białym fraku spojrzał w stronę swojej przyjaciółki. Jej wzrok wyrażał głębokie zażenowanie.
Chłopiec przestał się odzywać, dziwiąc tym samym resztę obecnych w komnacie.
W milczeniu obserwowali, jak młodzieniec podszedł do kapłanki, klęknął przed nią i z wyraźnym ubolewaniem przeprosił za przykrości, które jej sprawił, po czym podniósł się, delikatnie chwycił dłoń Luny i wyprowadził z sali.
Gdy jednak ona nie patrzyła, obdarował wszystkich piorunującym spojrzeniem, świadczącym, że nie był to jeszcze koniec dyskusji.

* * *

W komnacie, zajmowanej przez kapłankę, panowała cisza, mimo dwóch osób, znajdujących się wewnątrz. Dopiero chłopak w śnieżnobiałym ubraniu, zdecydował się przerwać milczenie.
– Nie chciałem, abyś była świadkiem tego wszystkiego, Księżniczko. Tracę nad sobą kontrolę, kiedy słyszę, jak tamci dranie chcą cię na coś narazić... a tym razem jeszcze gdzieś wysyłają, żebyś zginęła za tego Starucha... przegięli.
– To mój obowiązek, nie chcę siedzieć spokojnie w pałacu, wiedząc, że inni robią tyle...
– ...co nic. Jesteś bardziej zapracowana i bardziej oddana swojej funkcji niż niejeden z tych ludzi, My Lady.
– Przepowiednia nakazuje mi tam iść.
– Nie pozwolę, żeby coś ci się stało.
– Więc jedź ze mną.
– Wiesz przecież, że nigdy nie zostawię cię samej na pastwie jakiegoś zboczeńca. Nie ważne czy jest zwykłym wieśniakiem, królem, cesarzem, a nawet Bogiem. Jesteś tylko moja - mrugnął do niej okiem.
– Mówisz jakbym była twoją ukochaną – jej lica zarumieniły się.
– Bo tak jest, Mademoiselle – uśmiechnął się czule, a jego oczy wyrażały bezgraniczną miłość – Jesteś jedyną światłością na tym świecie. Gdybym kochał cię jak mężczyzna kocha kobietę, już dawno porwałbym cię z tego pałacu i ożenił się z tobą – widząc jej uśmiech, odetchnął z ulgą. Uwielbiał prawić Lunie komplementy, a ona niewątpliwie uwielbiała ich słuchać. Były jednym z najlepszych sposobów na poprawę jej nastroju.